ZAKRZÓWEK - TEC 40
9 kwietnia 2013 - TEC 40 - Kraków

Kilka słów o kursie TEC 40 jakie napisał Bartek PITALA - uczestnik szkolenia.

Gdy po dwóch latach wspólnych nurkowań wraz z Jurkiem i Radkiem- głównodowodzącym naszego klubu nurkowego 5 FAL, który prowadził mnie przez wszystkie etapy nurkowego rozwoju, podjęliśmy decyzję- robimy kurs techniczny... Nagle nasunęło nam się wiele pytań: w jakiej organizacji? Kto przeprowadzi z nami rzetelny kurs, a nie tylko "sprzeda nam certyfikaty", co jest coraz częstsze w dzisiejszych czasach, no i najważniejsze dla nas: czy jesteśmy już na ten krok gotowi? Wątpliwości co do naszego przygotowania wynikały z jednego, prostego założenia: nie chcieliśmy na kursie nurkowania technicznego NAUCZYĆ się wszystkich ważnych aspektów i procedur, z mniejszymi lub większymi problemami. Zależało nam raczej na wyłapaniu błędów w już stosowanych przez nas procedurach i procesach myślowych. Bądź co bądź, nurkowaliśmy już razem jaskiniowo, podlodowo, głęboko. Nie mogliśmy sobie pozwolić na przeprowadzanie tego typu nurkowań bez odpowiedniego przygotowania i umiejętności. W tym wszystkim bezcenne okazały się wiadomości posiadane przez Naszego Radka, który przez długi czas nurkował z jednym z najlepszych nurków technicznych w Polsce, i bardzo wiele z tej "szkoły" wyniósł. Nasz wybór instruktora padł na pewnego poznańskiego Xiendza:-). Wiedzieliśmy, że nie sprzeda nam certyfikatów, a porządnie przygotuje do niewątpliwie trudnego nurkowania technicznego. Po dograniu terminów zostało nam do zrobienia tylko jedno: dopracowanie własnych umiejętności, żeby ani sobie, ani Klubowi nie przynieść wstydu :). Treningom nie było końca, ale przynajmniej mogliśmy robić to co wszyscy kochamy- siedzieć w wodzie.

Naszą przygodę z nurkowaniami technicznymi rozpoczęliśmy kursem DSAT-PADI TEC 40. Nasze pierwsze wrażenie: ILE TYCH WIADOMOŚCI!! Na tym etapie wyszło, jak ważny a zarazem trafiony był nasz wybór instruktora. Z racji nawału informacji, technik, procedur, w naszych głowach pytania namnażały się lawinowo. Ale na żadne z nich nie otrzymaliśmy odpowiedzi: "Tak jest, bo tak ma być". Wręcz przeciwnie- każdą naszą wątpliwość Maciek rozwiewał poprzez odpowiednie przykłady z własnych nurkować. Takie podejście ZNACZNIE ułatwia zrozumienie sensu niektórych rozwiązań. Oczywiście, oprócz teorii musieliśmy pokazać, co potrafimy w wodzie. Przecież nie da się nurkować na sucho(mimo, że tak wielu próbuje!). Nasze pierwsze nurkowania kursowe miały proste cele: sprawdzić, co umiemy, a przy okazji odrobinę nas pognębić :-), jednak wszystko to miało swój cel- jeszcze lepiej przygotować nas, przede wszystkim mentalnie, na możliwe sytuacje awaryjne. Było więc pływanie bez maski, płetw( w tych warunkach należało oczywiście wykonywać ćwiczenia wszelakie, od V-Drilla począwszy, skończywszy na procedurze NOTOX przy braku powietrza i stage na drugim końcu basenu). To już nie OWD :-). Na szczęście godziny spędzone w wodzie na "rzeźbieniu" umiejętności w różnych warunkach zrobiły swoje i udało nam się wyjść obronną ręką ze wszystkich zaplanowanych przez Maćka i Adama zadań(a nie tego się spodziewali). wreszcie, przyszedł czas na nasze najgłębsze, dekompresyjne nurkowanie. Po zaliczonych seriach podwodnych ćwiczeń czuliśmy się... "niezatapialni", więc nura zaplanowaliśmy na 29 metrów, 47 minut, 8 minut dekompresji. Sporo jak na pierwszy raz. Maciek tylko po raz kolejny przypomniał nam: "pamiętajcie, że woda często daje po łapach, jeśli się nie ma przed nią respektu". Wierzyliśmy, no ale... NAM?! Wszystko było pięknie, cacy, dopóki na 25 metrze nie przytrafiła nam się prawdziwa sytuacja awaryjna. Całkiem poważna, jak na pierwsze takie nurkowanie. Na szczęście dzięki zachowaniu przytomności umysłu i opanowaniu chęci wyjścia na powierzchnię, wszyscy wykonaliśmy wymaganą dekompresję i bez szwanku wynurzyliśmy się... Woda faktycznie daje po łapach. Nie można tego faktu bagatelizować. To, co się przydarzyło było jak wiadro zimnej wody na nasze gorące głowy. Dobrze, że wylany w czasie kursu TEC 40 przez co mogliśmy wszystko omówić z Instruktorem, który tyle razy przecież ostrzegał nas przed Wodą... Odbycie tego kursu uświadomiło mi jedną, bardzo ważną rzecz: w wodzie naprawdę nie ma kozaków. TRZEBA czuć do niej respekt, bo inaczej można zostać w niej na zawsze... Niemniej, udało nam sie zaliczyć ten naprawdę niełatwy kurs. Wiemy także, że przed nami daleka droga do perfekcji, ale nie zraziliśmy się. Wręcz przeciwnie- już umiejscawiamy w czasie kolejne etapy naszego rozwoju technicznego.

Bartek PITALA